538 Obserwatorzy
13 Obserwuję
wyrywane

kolejny nudny blog o książkach

Dajcie mi człowieka! Niech będzie, jak ja, mętny, niedojrzały
Nieukończony, ciemny i niejasny

"Zapisała Pani w jednym ze swoich tekstów ("[Ważki, dzieci nad kałużą...]"): "Jesteśmy razem ale każde z nas samo. Gdzie dotknę pył. Dopiero na stare lata zrozumiałam co czują inni, jakich słów ode mnie żądają".

 

Krystyna Miłobędzka: Tak naprawdę, będąc razem, każdy z nas jest osobno i tej drugiej osoby właściwie nigdy nie poznamy w pełni, to będzie zaledwie jej część. Samemu się śni, samemu się myśli i samemu ma się swoje poprzednie życie, które jest takie, a nie inne. I my o tym życiu drugiego niewiele wiemy. Nawet jeżeli ten ktoś nam o nim mówi, nigdy nie wiemy, jaki ślad w nim po tym został, jak ono go ukształtowało. Można się troszeczkę zbliżyć do zrozumienia drugiego człowieka i to już jest wielkie i wspaniałe, a i tak popełnia się pomyłki. Bo takie trzaśnięcie drzwiami, taki uśmiech, zupełnie co innego znaczą, niż zrozumiałam, niż pomyślałam. My się ciągle w tym rozmijamy. To naprawdę nie jest przesadą, że jesteśmy - nie wiem, czy słowo skazani jest tu na miejscu - na to, żeby przy największych bliskościach ciągle nie wiedzieć, nie znać, nie mieć pewności wobec drugiego. Wspomniałam wcześniej o nieprzywiązywaniu się, mam to również wobec najbliższych. Może brzmi to dość nieludzko, ale to tylko tak się słyszy, bo nieprzywiązywanie się jest jednocześnie nienarzucaniem swojego sposobu czucia, myślenia, bycia innym. Wtedy tylko można ich zobaczyć bez własnych uprzedzeń. To znaczy bez wiedzy o tym, jaki ten człowiek jest. Zdarzają się takie chwile, taki zerowy, podstawowy punkt wyjścia - i wtedy widzi się bez własnej zasłony".

 

 

Jarosław Borowiec
szare światło. rozmowy z Krystyną Miłobędzką i Andrzejem Falkiewiczem

Źródło materiału: http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=2e0&co=txt_2074